Płomykówka

Barn Owl | Tyto alba

Jasna, smukła i bardzo elegancka sowa wielkości Wrony. W locie, o zmierzchu, wygląda wręcz zjawiskowo. Stalowoszare pióra na skrzydłach i grzbiecie noszą czarne i białe plamkowanie przypominające płomyki – stąd prawdopodobnie polska nazwa. Być może jednak słowo płomykówka jest echem dawnych wierzeń, jakoby sowy posyłane przez złe czarownice zaprószały ogień w gospodarskich obejściach. Ludzie przez wieki widzieli w tej sowie wysłannicę złych mocy. Chwytali więc Płomykówki i przybijali do bram i drzwi swoich obejść. Martwe ptaki miały chronić przed ogniem i złym.

Mimo to, w przeciwieństwie do innych sów, Płomykówki uparcie ciągnęły do naszych wsi i miast. Bynajmniej nie dlatego, że posyłały je tam czarty! Ptaki przyciągały myszy i szczury, które od zawsze w wielkich ilościach towarzyszyły ludziom, żerując na naszych plonach i zapasach oraz zwykłych odpadkach. O ironio – Płomykówki, to jedne z naszych największych, naturalnych sprzymierzeńców. Oczywiście żywe! Bo, jakkolwiek kłóci się to z ich wyglądem i arystokratycznymi manierami, nic im tak nie smakuje jak gryzonie.

Charakterystyczna szlara na twarzy w kształcie serca wyłapuje dźwięki z otoczenia, które kierowane są do asymetrycznie rozmieszczonych uszu. To zapewnia Płomykówkom trójwymiarowy obraz dźwięku oraz efekty specjalne jak w systemie dolby surround. Czas w jakim dochodzą dźwięki, sowy różnicują do wartości 30 milionowych sekundy! I to dla każdego ucha niezależnie. (Też nie umiemy sobie tego wyobrazić!)

Teoretycznie Płomykówka mogłaby polować w całkowitych ciemnościach. Nie robi tego tylko dlatego, że spadając na swoją ofiarę, mogłaby zderzyć się z jakąś przeszkodą, której w absolutnej ciemności nie miałaby szansy dostrzec. Chociaż trudno to sobie wyobrazić, przy wzroku kilkadziesiąt razy mocniejszym od naszego. (Niektórzy podają liczbę 10, inni 35, a jeszcze inni nawet 50!)

Płomykówka jest jednym z kilku gatunków ptaków, które naturalnie zasiedlają niemal całą Ziemię – z wyjątkiem Antarktyki i Arktyki. Łącznie około 30 podgatunków subtelnie różniących się wyglądem i (oczywiście) uwarunkowaniami siedliskowymi. Innymi słowy, Płomykówki patrolujące na co dzień gorące stepy Australii raczej nie poradziłyby sobie w warunkach naszej zimy i gęstości zaludnienia.

Mimo wieków prześladowań, ze wszystkich sów to Płomykówki najsilniej związały się z ludźmi. Te europejskie, prawie bez wyjątków, lęgną się już tylko w różnych niszach budowlanych – w starych wieżach, na strychach, poddaszach, w dzwonnicach, w stropodachach itp. Gniazda jako takiego oczywiście nie budują. Jaja składają wprost na podłożu – zwykle kilka, ale w wyjątkowo tłustych latach nawet 15. Nietypowo dla sów, młode ptaki, gdy dorosną, rozlatują się w promieniu nawet do 1600 kilometrów!

Dzisiaj największym zagrożeniem dla pięknych Płomykówek są remonty i termomodernizacje odcinające ptaki od nisz lęgowych. W skrajnych przypadkach wciąż żywe młode zamurowywane są w gniazdach. Tymczasem odpowiednia budka lęgowa w zupełności rozwiązałaby problem. Równie duże niebezpieczeństwo niosą intensyfikacja i chemizacja rolnictwa – w tym pestycydy, które trując gryzonie, pozbawiają ptaki pokarmu albo narażają je na śmierć w wyniku zatrucia.

W Polsce mieszka 1000–1500 par pięknych Płomykówek.